Hej wszystkim! którzy postanowili poświęcić chwilę na przeczytanie tego postu. Mam nadzieję, że mocno nie zmarnuje waszego czasu. Korzystając z wolnego wieczoru postanowiłam podzielić się z wami dawką motywacji naprawdę od serca. Dla tych którzy weszli tu pośmiać się mogę od razu powiedzieć śmiało możecie czytać dalej :).
Pogoda za oknem sprzyja odpoczynkowi i nie zdrowemu żywieniu, a euro spożywaniu alkoholu. Ostatnio straciłam w sobie motywację. Upały, więcej wolnego czasu, przypomniałam sobie jak to było zanim zaczęłam trzymać dietę. I przez chwilę pomyślałam po co mi to wszystko? Na pewno często się nad tym zastanawialiście zaczynając i nie kończąc swojej przygody z jakąkolwiek aktywnością fizyczną. Przez ostatnie trzy dni wróciłam do tego co było kiedyś jadłam i ćwiczyłam. Kiedyś nawet wychodziłam z takiego przekonania, że ćwiczę po to żeby dobrze się najeść. I wiecie co? serio mi się to spodobało, bo przecież było gorąco to zjadłam loda jednego, drugiego, mogę bo przecież zrobiłam trening prawda? Wypiłam zimne piwo, zjadłam czekoladę, piłam nawet słodkie gazowane którego od dawna nie ruszałam. Przez te trzy dni czułam,że oszukuję siebie. I w sumie kilka innych osób też. Ale uświadomiłam sobie, że nie po to tyle miesięcy pociłam się na marne, żeby teraz już praktycznie na mecie kiedy zaczynają się wakacje poddać się. Przypomniałam sobie jak wielką satysfakcję miałam kiedy moi bliscy jedli o 22:00 czekoladę, a mnie nawet do niej nie ciągnęło i jak głupio było im potem gdy skończyli ją jeść. Bo przecież jemy kilka minut, nie zdrowe jedzenie sprawia nam krótkotrwałą przyjemność. Po chwili zapominamy o tym dobrym smaku który czuliśmy, a zostają już tylko wyrzuty sumienia. Może nie każdy z was nawet je ma. Już całkowicie pomińmy te kalorie, tłuszcze, czy cukry. A skupmy się na szacunku do swojej ciężkiej pracy nad sobą. Jaki ma sens wpychanie w siebie wszystkiego na siłę i mówienie, że robi się masę? Jakiś na pewno, ale robicie masę mięśniową czy zalewacie się? Czy jest sens zasuwania codziennie po 60minut cardio i katowania się dietą robiąc redukcję? Jakiś jest sens, ale jak długo wytrzymacie?, A po jakim czasie wrócicie do starych nawyków?, bo nie dacie rady psychicznie tego udźwignąć. Ja też zwątpiłam na chwilę i jest pewnie wiele osób co czyta to z satysfakcją i być może się śmieje. Nie ważne jest ile razy poddacie się tylko czy wstaniecie i dacie z siebie jeszcze więcej. Stawiajmy sobie nowe coraz cięższe cele! Trzymam kciuki za tych wszystkich, którzy uważają, że nie zdążą już z redukcją czy masą do wakacji spokojnie jak nie te to następne będą wasze! Ja na szczęście w porę się obejrzałam i będę dalej kształtować swój charakter i sylwetkę. A i dodam tylko na koniec, że mimo tych trzech dni słabości czipsów nie ruszyłam :D zawsze to chociaż jakiś mały sukces. Trzymajcie się i powodzenia!
![]() | ||||






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz