środa, 2 listopada 2016

Mała zmiana

Długo zbierałam się do tego wpisu, ponieważ nie do końca byłam pewna czy jest to właściwy moment ze względu na dość niski progres biorąc pod uwagę czas i pracę jaką w to włożyłam. Zacznę od tego, że przybranie na wadzę odkąd pamiętam było dla mnie problemem. Wielokrotnie próbowałam i  poddawałam się nie widząc efektów swojej pracy lub uważając je za zbyt niskie. Do tego jeszcze niedoczynność tarczycy i wieczne problemy z hormonami. 
Myślę, że to był główna przyczyna moich problemów. Mniej więcej od stycznia regularnie trenuje i zdrowo się odżywiam. Wcześniejszych treningów nie wliczam do swojego "stażu, ponieważ praktycznie po każdym spożywałam paczkę czipsów.
Trening nie jest ciężki  z czasem staje się on nawykiem, przyzwyczajeniem, jeszcze lepiej jeżeli zostanie on waszą pasją, jednak nie oczekujmy od każdego kto zaczął ćwiczyć, że będzie wychodził z uśmiechem na twarzy z każdego treningu i uważał to za przyjemność. Dieta, a w zasadzie silna wola jest kluczem do sukcesu. Nie jestem zwolenniczką liczenia makro w przypadku osób, które nie przygotowują się do żadnych zawodów. Osobiście sama makro nie liczę. Tu chodzi o coś więcej, o zmianę stylu żywienia, o lepsze samopoczucie, efekty powinny być dla nas tylko dodatkiem bo jeśli to one będą naszym motorem napędzającym długo możemy na nie czekać ;) 
Podsumowując ważyłam 55kg przy wzroście 178, czasami trochę mniej.. Obecnie ważę 63/64kg i ciągle rosnę nie boję się stawać na wagę, bo wiem, że to nie ona jest moją wyrocznią. Nie bójmy się zacząć bo od dziewczyny którą po cichu nazywano kościotrupem, stałam się nie tylko silniejsza na zewnątrz, ale i pewniejsza siebie wewnątrz i nikt choćby bardzo próbował już tego nie zmieni. Jestem na dobrej drodze! 

kiedyś...




 po prawej moje treningi+paczka czipsów tzw. masa haha


teraz ;)





 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz